I w końcu się zdecydowali... Trochę im zeszło, ale oto jestem. Od początku wszystko było jak należy: przyjechali po
mnie cala rodzina... i oczywiście z kawalerem. Pomyślałam, ze może troszkę zbyt chudy jak na mój gust. W końcu niezła
była ze mnie wtedy kuleczka (chodziły nawet pogłoski, ze dostanę przydomek kluska).
Och, właśnie, z tego wszystkiego chyba zapomniałam się przedstawić.
Mam na imię Dusia ... i właśnie taka jestem: mam milion myśli na minutę i tysiąc rzeczy do załatwienia.
Jestem
strasznie żywiołowa i energiczna. Choć brakuje mi do Rudolfa cały rok trzymam go w garści i
w przeciwieństwie do niego,
prawdziwy ze mnie dzikusek;))) Tu drapnę, tam chapsnę, ale to wszystko z czystej miłości.
Z wielką ciekawością oglądam otaczający mnie wielki świat.
Muszę jednak przyznać, że z perspektywy najmniejszych piesków może on czasem przerazić. Wtedy szukam schronienia
u swych właścicieli: kładę się na kolanach, tulę do ramion, daje głaskać po brzuszku, bo w końcu jak każda Chihuahua
jestem przede wszystkim pieszczochem.